Chrześcijańska Wspólnota Zielonoświątkowa

Zbór w Łodzi


Strona główna

Zasady wiary

Historia zboru

Nauczanie

Galeria

Linki

Kontakt


Gdzie są Eliasze Boży?

Leonard Ravenhill (1907-1994)

 

"Potem znowu modlił się i niebo spuściło deszcz i ziemia wydała swój plon"
Jk 5:18

Publikujemy wyjątki z książki Leonarda Ravenhilla "Dlaczego opóźnia się przebudzenie?" Aczkolwiek tytuł tego tekstu jest również tytułem czwartego rozdziału tej książki, to jednak zawarte są w nim także wyjątki z innych rozdziałów. Publikujemy także obszerny fragment przedmowy, pióra A. W. Tozera - bliskiego przyjaciela Ravenhilla.

Wielkie koncerny przemysłowe mają wśród swoich pracowników ludzi, którzy są potrzebni tylko wtedy, gdy gdzieś nastąpiła awaria. Gdy coś niewłaściwego dzieje się z pracującymi maszynami, ludzie ci, wkraczają do akcji, aby umiejscowić i usunąć "problem", i w ten sposób umożliwić prawidłową pracę tych urządzeń. Tacy ludzie nie są zainteresowani sprawnie działającym systemem. Są specjalistami zajmującymi się kłopotami i sposobami ich odkrywania oraz ich usuwania. W Królestwie Bożym dzieje się tak samo. Bóg zawsze miał Swoich specjalistów, dla których troską było moralne zepsucie, pogorszenie się życia duchowego, zdrowia narodu, czystości Kościoła. Do nich należeli Eliasz, Jeremiasz, Malachiasz i wielu im podobnych, którzy zjawiali się w krytycznych momentach historii, aby strofować, napominać i nawoływać w imieniu Boga i sprawiedliwości. Tysiąc, albo nawet dziesięć tysięcy kapłanów, bądź pastorów lub nauczycieli mogło w ciszy pracować kiedy duchowe życie Izraela bądź Kościoła toczyło się normalnie. Ale gdy tylko ludzie Boga schodzili ze ścieżek prawdy, natychmiast pojawiał się prawie znikąd specjalista w/w rodzaju. Jego instynkt wyczulony na kłopoty sprawiał, że stawał się on Bożą pomocą dla Izraela. Taki człowiek był drastycznym i radykalnym, być może czasami gwałtownym. Ciekawski tłum, który zbierał się aby obserwować jego działanie, prędko nakładał na niego piętno ekstremisty, fanatyka, kogoś negatywnego. W pewnym sensie miał rację. Człowiek ten, zgodnie z wymogami chwil, był surowy i nieustraszony, a umysł jego skierowany był tylko w jednym kierunku. Niektórych szokował, przerażał innych i wielu zraził, ale wiedział Kto go wezwał i w jakim celu został powołany. Jego powołanie było nakierowane na krytyczne momenty, co czyniło go odmiennym człowiekiem. Takim ludziom jak ci, Kościół dłużny jest zbyt wiele, aby mógł coś spłacić. Ciekawą rzeczą jest to, że on rzadko próbuje spłacić takiemu człowiekowi dług za jego życia, ale następne pokolenie buduje mu grobowiec, spisuje jego biografię, aby jak gdyby instynktownie i niezręcznie wywiązać się z obowiązku, który poprzednie pokolenie w dużym stopniu zignorowało. Taki człowiek nie jest łatwym towarzyszem. Zawodowy ewangelista, który opuszcza pełne Ducha spotkanie zaraz po jego zakończeniu, by pospieszyć do najdroższej restauracji w mieście, aby ucztować i opowiadać kawały wraz ze swoimi sponsorami, będzie myślał o kimś takim z zakłopotaniem, gdyż nie można powstrzymać działającego Ducha, tak jak zamyka się kurek z wodą. On nalega na bycie chrześcijaninem przez cały czas i w wszelkich okolicznościach. I to także czyni go odmiennym. Pozostawanie neutralnym jest dla niego niemożliwe. Ci, którzy go znają są podzieleni na dwie grupy: tych, którzy kochają go i podziwiają i tych, którzy nienawidzą go doskonałą nienawiścią.

- A. W. Tozer -
(Z przedmowy do "Dlaczego opóźnia się przebudzenie?")

 

Gdy przychodzimy do Boga w modlitwie, diabeł wie, że przychodzimy po to, aby zdobyć moc przeciwko niemu i dlatego przeciwstawia się nam jak tylko może.
- R . Sibbes -

Na pytanie: "Gdzie jest Pan Bóg Eliasza?" odpowiadamy: "Tam, gdzie był zawsze - na tronie!" Ale jak odpowiemy na pytanie: "Gdzie są Eliasze Boży?" Wiemy, że Eliasz był "człowiekiem podobnym do nas", ale niestety my nie jesteśmy takimi jak on - mężami modlitwy. Bóg omija ludzi nie z powodu ich zbyt dużej ignorancji, ale dlatego, że są zbyt samowystarczalni. Bracia, nasze zdolności są naszymi przeszkodami, a talenty kamieniami, o które możemy się potknąć. Eliasz pojawił się na scenie Starego Testamentu niespodziewanie jako dojrzały człowiek. Przed jego pojawieniem, królowa Jezabel, córka piekła, rozgromiła kapłanów Boga, a zamiast nich na terenie całego Izraela pojawiły się święte gaje poświęcone bożkom. Ciemność pokryła kraj i ludzi, którzy pili niegodziwość jak wodę. Każdego dnia ten kraj skalany pogańskimi świątyniami i bałwochwalczymi ceremoniami, widział wznoszący się dym z tysięcy okrutnych ołtarzy. Eliasz żył z Bogiem. Myślał o grzechu swego narodu jak Bóg, ubolewał nad nim jak Bóg i występował przeciwko niemu jak Bóg. Był pełen pasji w modlitwach i w demaskowaniu zła w kraju. Nie wygłaszał "gładkich" kazań, gdy występował publicznie ogarniała go pasja, a jego słowa padały na serca ludzkie, tak jak ciekły metal na ich ciała. Bracia, jeśli będziemy czynili dzieła Boże, w sposób Boży, w Bożym czasie, i Bożą mocą, to będziemy błogosławieni przez Boga i przeklinani przez diabła. Gdy Bóg otwiera okna niebios, aby nam błogosławić, szatan otwiera okna piekła, aby nas przeklinać. Boży uśmiech jest równoważony szatańskim zmarszczeniem brwi. Zwykli kaznodzieje mogą komuś udzielić pomocy i nikogo nie zranić, ale prorocy poruszą wszystkich, a niektórych doprowadzą do szału. Kaznodzieja może iść z tłumem, prorok idzie naprzeciw mu. Człowiek uwolniony, rozpalony i napełniony Duchem nie będzie uważany za patriotę, gdyż występować będzie przeciwko grzechom swego narodu, ani też za miłego, gdyż jego język jest niczym obosieczny miecz. Kaznodzieje osławiają ambony, z których wygłaszają kazania, prorocy zaś więzienia. Ach, bracia kaznodzieje, kochamy starych świętych, misjonarzy, męczenników, reformatorów: naszych Lutrów, Bunyan'ów, Wesley'ów, Asburys'ów. Piszemy ich biografie, podziwiamy ich wspomnienia, oprawiamy ich epitafia i budujemy pomniki. Uczynimy wszystko, prócz pójścia w ich ślady. Kochamy ich ostatnią kroplę krwi, ale ostrożnie uważamy, aby nie stracić naszej - chociaż jednej. Próbujemy pomóc Bogu wydostać nas z trudności. Pamiętajcie o Abrahamie, który też próbował to czynić, w wyniku czego do dzisiaj ziemia jest przeklęta jego nierozsądnym postępowaniem z Ismaelem. Z drugiej strony widzimy Eliasza, który utrudniał Boże działanie jak tylko mógł. Chciał aby spadał ogień z nieba, ale zmoczył ofiarę wodą. Bóg kocha taką świętą odwagę w naszych modlitwach. "Proś Mnie a dam ci narody w dziedzictwo i krańce świata w posiadanie /Ps. 2.8/. Ach, moi bracia pastorowie! Wiele naszych modlitw to nic innego jak dawanie Bogu rad. Nasze modlitwy są splamione ambicją, zarówno jeśli chodzi o nas samych jak i nasze denominacje. Niech to zniknie! Naszym celem jest sam Bóg. To Jego cześć jest bezczeszczona, Jego błogosławiony Syn jest ignorowany, Jego prawa łamane, Jego imię profanowane, Jego księga zapomniana, Jego dom uczyniony miejscem towarzyskich zebrań. Czy Bóg kiedykolwiek potrzebuje więcej cierpliwości do swoich dzieci, niż wtedy, gdy one się modlą. Mówimy Bogu co i jak ma robić. Sądzimy i oceniamy w naszych modlitwach. Mówiąc krótko, robimy wszystko oprócz modlitwy! Żadna szkoła biblijna nie nauczy nas tej sztuki. Nie znajdziemy w żadnej z nich tego przedmiotu nauczania. Najważniejszą rzeczą jaką może człowiek przestudiować, to modlitewna część Biblii. Zdejmijmy ostatni bandaż i przyznajmy się, że wielu z naszych rektorów i nauczycieli się nie modli, nie wylewa łez, nie zna bóli porodowych. Czy mogą nauczyć nas czegoś czego nie znają. Człowiek, który potrafiłby nakłonić wierzących do modlenia się, zapoczątkowałby pod kierownictwem Bożym największe przebudzenie jakie znał świat. Nie możemy za to winić Boga, bo On jest mocnym, aby to uczynić. Bożym problemem dzisiaj nie jest komunizm, ani liberalizm, ani modernizm. Bożym problemem jest martwy fundamentalizm.

"A tak, żeś letni, a nie gorący, ani zimny wypluję cię z ust moich."
Obj 3:16

Obecna generacja kaznodziei jest odpowiedzialna za obecne pokolenie grzeszników. Przed bramami naszych kościołów stoją niezdobyte masy, niezdobyte ponieważ nie umiłowane. Dzięki Bogu za wszystko, co jest robione dla zamorskich misji. Jednakże jest "dziwnie prawdziwe" to, że więcej "pozornie" troszczymy się o ludzi po drugiej stronie oceanu, niż o swoich sąsiadów ginących po drugiej stronie ulicy. Przy całym naszym ewangelizowaniu nawracają się tylko setkami, ale gdy spadnie bomba atomowa to miliony pójdą do piekła. Dzisiaj grzechowi nadaje się uroku, i popularyzuje się go. Przez radio wtłacza się go do ucha, do oka przez telewizję i okładki czasopism. Chodzący do zboru, zmęczeni nauczaniem i kazaniami opuszczają spotkania w takim samym stanie jak weszli - bez wizji i pasji! O Boże, daj temu ginącemu pokoleniu dziesięć tysięcy Janów Chrzcicieli. Tak jak Mojżesz nie mógł pomylić widoku płonącego krzewu, tak naród nie może źle zrozumieć widoku płonącego duchem człowieka. Bóg łączy ogień z ogniem. Jan Chrzciciel był nowym człowiekiem z nowym posłaniem. Tak jak człowiek oskarżony o morderstwo, słysząc straszny głos sędziego "Winny"- blednie, tak tłum słyszał wołanie Jana: "Upamiętajcie się!" Słowa te przeniknęły przez ich myśli, poruszyły pamięć i sumienie, przyprowadzając ich dotkniętych przerażeniem do upamiętania i chrztu. Po dniu Pięćdziesiątnicy gwałtowny atak Piotra, odświeżonego płomiennym chrztem Ducha poruszył tak bardzo tłum, iż jeden z ludzi wykrzyknął: "Mężowie bracia, co mamy robić?" Wyobraźcie sobie kogoś mówiącego to tych ludzi: "Po prostu podpisz kartę! Uczęszczaj regularnie do zboru! Płać dziesięcinę!" Nie, po tysiąckroć - nie!

"O mój Boże! Jeśli przez naszą kulturalną niewiarę, teologiczny mrok i duchową bezsilność zasmuciliśmy i wciąż zasmucamy Twego Ducha, to w Twym miłosierdziu wypluj nas ze Swych ust. Jeśli nie możesz uczynić nic z nami i przez nas, to proszę Boże, zrób coś bez nas! Omiń nas i zdobądź ludzi, którzy jeszcze Cię nie poznali."


Chrześcijańska Wspólnota Zielonoświątkowa

Zbór w Łodzi

ul. Rogozińskiego 23

93-554 Łódź